
Dziś pochylimy się nad pojęciem uczciwości małżeńskiej, która w gruncie rzeczy decyduje o szczęściu małżonków.
W poprzednim artykule opublikowanym w „Trwajcie w miłości” (4-2025) zajmowaliśmy się wpływem różnic między kobietą a mężczyzną na przeżywanie intymności małżeńskiej – delikatnej dziedziny płciowości. Dziś pochylimy się nad pojęciem uczciwości małżeńskiej, która w gruncie rzeczy decyduje o szczęściu małżonków (i pośrednio wszystkich członków rodziny) zarówno tu na ziemi, jak i w wieczności.
Uczciwość a sytuacje moralnie złe
Czym jest w potocznym rozumieniu uczciwość? W każdej grze (np. w szachach czy w brydżu) są ustalone zasady. Ich przestrzeganie jest obowiązkiem uczciwego gracza. Uczciwość jest więc wypełnianiem ustalonych zasad, oby dobrych, zgodnych z rozumem i akceptowalnych moralnie. Egzekwowanie od siebie samego przyjętych dobrowolnie zasad jest właśnie uczciwością.
Jednak uczciwość nie może być ślepa i zwolniona z refleksji etycznej. Jeżeli zasady są jawnie złe moralnie, nie wolno ich akceptować i wypełniać. Na przykład jeżeli prawodawca (nawet legalnie wybrany) narzuca zasady moralnie złe, sprzeczne z rozumem, z prawem naturalnym czy mówiąc wprost, sprzeczne z Dekalogiem, należy być „nieuczciwym” w oczach takiego prawodawcy. Taka sytuacja była w Polsce pod zaborami, w czasie II wojny światowej czy w czasie powojennych rządów podporządkowanych władzy sowieckiej. Wówczas nieprzestrzeganie nielegalnego prawa stanowionego (prawo sprzeczne z prawem naturalnym, Bożym zawsze jest nielegalne) było obowiązkiem każdego uczciwego człowieka, a wręcz powinnością wierzącego katolika.
Podobnie dzieje się dzisiaj. Stanowienie „prawa” (nielegalnego) do zabijania dzieci nienarodzonych czy do eutanazji, prawa nakazującego demoralizację dzieci poprzez programy szkolne itp. jest nieuczciwe, więc przestrzeganie go byłoby… nieuczciwością! Więcej – żadnemu uczciwemu człowiekowi (nie tylko katolikowi) nie wolno się pod takim prawem podpisać. Powinien on natomiast na wszystkie sobie dostępne sposoby takie „prawo” podważać, negować i zwalczać. Moralnym obowiązkiem uczciwego człowieka jest zwalczanie niemoralnego prawa. Głosowanie na ludzi deklarujących jawnie wprowadzanie takiego bezprawnego „prawa” (np. aborcja na życzenie) jest nieuczciwością, a dla katolika grzechem.
Reasumując, uczciwością jest przestrzeganie zasad i praw obowiązujących w danej społeczności, pod warunkiem, że te zasady i prawa służą szeroko rozumianemu dobru i są moralnie akceptowalne.
W samej rocie przysięgi ślubujemy miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścimy małżonka do śmierci
Do czego zobowiązuje uczciwość małżeńska
Powróćmy do uczciwości małżeńskiej. Zasady, zgodnie z którymi para ludzi może połączyć się sakramentalnym związkiem małżeńskim w Kościele katolickim, są jasno sprecyzowane. Są one w pełni zgodne z prawem naturalnym wpisanym w sumienie każdego człowieka (również niewierzącego – choć on o tym nie wie), a zatem uczciwością jest ich pełne przestrzeganie, czyli zastosowanie ich w praktyce życia w małżeństwie i rodzinie. Co więcej, przy spisywaniu protokołu przedślubnego i powtórnie w kościele, tuż przed wypowiedzeniem roty przysięgi małżeńskiej (skutkującym zawarciem małżeństwa w Kościele katolickim), wobec Boga i świadków narzeczeni oświadczają, że pobierają się z własnej woli i bez żadnego przymusu. Skoro przyszli do kościoła bez przymusu, to znaczy, że zasady funkcjonowani małżeństwa sakramentalnego są dla nich w pełni akceptowalne. Oznacza to, że w pełni, bez żadnych zastrzeżeń, obowiązuje ich uczciwość małżeńska.
Czego ona dotyczy, do czego zobowiązuje? Tuż przed udzieleniem sobie nawzajem ślubu narzeczeni (oni sami są szafarzami sakramentu małżeństwa) odpowiadają na trzy pytania: Czy pobieracie się z własnej woli i bez żadnego przymusu? Czy w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli wytrwacie do końca? Czy z miłością przyjmiecie i po katolicku wychowacie potomstwo, którym was Bóg obdarzy?
Nieuczciwością zatem, czyli łamaniem przyjętych dobrowolnie zasad, jest odrzucanie nauki Kościoła o małżeństwie i rodzinie, którą się dobrowolnie wybrało. Nieuczciwością jest szukanie rozwiązania problemów w rozwodzie, gdy pojawiły się trudności, nastała „zła dola”. Nieuczciwością jest odrzucanie (choćby mentalne) poczętego dziecka, a nawet zaniedbanie katolickiego wychowania dzieci.
W samej rocie przysięgi ślubujemy miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścimy małżonka aż do śmierci.
Miłość małżeńska
Ślub miłości jest deklaracją troski o dobro współmałżonka aż do śmierci; troski bez żadnych warunków wstępnych, bez żadnego „ale gdy ty…”. Obietnica jest bezwarunkowa i niezależna od postępowania współmałżonka. W miłości prawdziwej dobro umiłowanej osoby jest ważniejsze od dobra osoby, która miłuje.
Dla katolika najwyższym dobrem jest zbawienie, czyli ślub miłości jest obietnicą „doprowadzenia” współmałżonka do nieba. I to nie na drodze męczeństwa, ale przez wytrwałe wspieranie jego wzrostu ku świętości i wspólne budowanie relacji miłości do Boga i w rodzinie. Przy czym w miłościach międzyludzkich najważniejsza jest miłość pomiędzy małżonkami, potem małżonków do dzieci, następnie małżonków do rodziców i teściów, a w końcu małżonków do innych ludzi. Wśród innych ludzi możemy wybierać, z kim utrzymywać bliskie kontakty, jednak jako katolicy zobowiązani jesteśmy do miłości wszystkich, a nawet nieprzyjaciół.
Najprostszym sposobem na zachowanie wierności współmałżonka jest dbanie o to, by każdego dnia mojemu małżonkowi było najlepiej właśnie ze mną
Zaburzenie wymienionej hierarchii ważności relacji miłości owocuje wielkimi trudnościami, prowadzącymi nawet do rozpadu małżeństwa.
Gdy dzieci są ważniejsze od męża (czy żony), błyskawicznie się w tym orientują i potrafią w wieku kilku lat stać się prawdziwymi tyranami domowymi. Im się wszystko natychmiast za darmo należy i potrafią to wyegzekwować od sterroryzowanych rodziców. Wielka to krzywda dla dzieci. Często rodzice są ważniejsi od współmałżonka dla niedojrzałego i całkowicie nieświadomego tego męża (rzadziej żony). Taka sytuacja uniemożliwia budowę prawdziwej komunii osób z najważniejszym człowiekiem na świecie – sakramentalnym współmałżonkiem. Wreszcie (i to wcale nierzadko) inni ludzie stają się ważniejsi od współmałżonka, nieraz ze wspólnoty religijnej czy środowisk związanych z pozytywną działalnością.
Wszystkie opisane wyżej sytuacje można zakwalifikować jako nieuczciwość małżeńską, bowiem łamią one zasadę, że współmałżonek jest naj ważniejszą osobą na świecie. Wszak „Opuści człowiek ojca swego i matkę swoją i połączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele” (Mt 19,5).
Ślub miłości zobowiązuje do służby małżonkowi i rodzinie, nawet, gdy trzeba, kosztem siebie, swoich wygód, marzeń i planów, a w ostateczności nawet za cenę własnego życia
Skoro miłość jest – jak uczył Sobór Watykański II – „bezinteresownym darem z siebie samego”, ślub miłości zobowiązuje do służby małżonkowi i rodzinie, nawet, gdy trzeba, kosztem siebie, swoich wygód, marzeń i planów, a w ostateczności nawet za cenę własnego życia. Ślub miłości obowiązuje do końca życia i raz złożonego nie da się odwołać. Można go jedynie lepiej lub gorzej wypełniać. Oby najlepiej!
Wierność małżeńska
Ślub wierności dotyczy nie tylko wyłączności seksualnej, lecz całego życia i wszystkich jego sfer. Jeżeli zachowanie (zwłaszcza wobec osoby drugiej płci) jest inne, gdy małżonek nas widzi, a inne, gdy nas nie widzi, ma to już znamiona początków niewierności. Wielokrotnie spotykałem się w poradni rodzinnej z tym, że małżonkowie wynajmowali detektywów, instalowali podsłuchy, śledzili billingi
rozmów telefonicznych itp., by upilnować wierności współmałżonka. Tymczasem wierności nie da się upilnować od zewnątrz. Każdy musi upilnować swojej. Ważne, by tego właśnie chciał i o tym marzył.
Najprostszym sposobem na zachowanie wierności współmałżonka jest dbanie o to, by każdego dnia mojemu małżonkowi było najlepiej właśnie ze mną. Żeby żadnego dnia z żadnym człowiekiem na świecie nie było mu lepiej niż ze mną. W tym „lepiej” mieści się nie tylko przyjemniej, ale również bliżej psychicznie i duchowo. Święty Jan Paweł II w Liście do rodzin pisał o komunii osób na wzór (niedościgły) komunii Osób Boskich w Trójcy Przenajświętszej. Świadome zmierzanie obojga małżonków do budowy stale rosnącej więzi miłości
jest w zasadzie pewnym gwarantem wierności. Zaznaczyłem „w zasadzie”, pamiętając zdanie św. Pawła: „Kto stoi, niech baczy, by nie upadł” (1 Kor 10,12). Przy takim podejściu jakikolwiek przejaw niewierności byłby alogiczny, wręcz absurdalny. Oczywiście każdy przejaw niewierności jest nieuczciwością małżeńską, bo łamie zasadę wypowiedzianą w chwili składania przysięgi małżeńskiej.
Uczciwość małżeńska
Po ślubie miłości i wierności ślubujemy uczciwość małżeńską. Można powiedzieć, że ten ślub jest jakby zwornikiem, podsumowaniem, ponownym zobowiązaniem się do uczciwego wypełniania wszystkich zasad, na których zbudowane jest sakramentalne małżeństwo katolików. Jednak wymienienie w ramach przysięgi osobno uczciwości małżeńskiej zachęca do pogłębionej refleksji nad znaczeniem tego ślubu.
Niezapomniany śp. o. Karol Meissner OSB głęboko interpretował uczciwość małżeńską. Zwracał uwagę najpierw na to, że przymiotnik „małżeńska” wskazuje na dziedzinę specyficzną dla małżonków, a więc na intymność małżeńską. Mam być uczciwy we współżyciu małżeńskim. Mam więc przestrzegać zasad czystości współżycia („łoże nieskalane” – Hbr 13,4). Współżycie małżeńskie ma być czyste, czyli naturalne, prawidłowe i otwarte na życie (pisałem o tym w poprzednim odcinku). To jednak tylko pierwsza część rozumienia przez o. Karola uczciwości małżeńskiej. W swoim tłumaczeniu sięgał on jeszcze głębiej. Benedyktyn zauważył, iż źródłosłowem, z którego wyrosło słowo „uczciwość”, jest „cześć, uczczenie”, a to znacznie więcej niż proste przestrzeganie przyjętych zasad. Słowem: małżonkowie przez współżycie płciowe powinni uczcić siebie nawzajem, a nawet uczcić Boga, który dopuszcza ich do swej mocy stwórczej, uczestnicząc w poczęciu każdego dziecka. W tym kontekście myśl, by współżycie małżonków odbywało się zawsze w stanie łaski uświęcającej obojga, jawi się jako oczywista. Święty akt współpracy ze Stwórcą tego wprost wymaga.
Zobaczmy, jak takie myślenie o świętym akcie małżeńskim jest odległe od retoryki świata mówiącej o seksie jako beztroskiej zabawie, i to przygodnych partnerów. Bez względu na to, co proponuje świat, aktywność seksualna może przynosić pozytywne skutki osobom i ich więzi tylko w trwałym, miłującym się małżeństwie (dla katolików – sakramentalnym) i otwartym na przekazywanie życia (niekoniecznie planującym poczęcie kolejnego dziecka, ale zawsze gotowym na jego przyjęcie, gdy się już pocznie). W każdej innej konfiguracji aktywność seksualna przynosi co prawda przyjemność, ale prowadzi zawsze ku ruinie życia i szczęścia osób tak działających. Powyższą prawdę potwierdzają tysiące przykładów. Można ją przemilczać, negować czy zakrzyczeć… Nie da się jednak jej odwołać. Można głoszącego tę prawdę odsądzić od czci i wiary, można go nazwać oszołomem rodem z ciemnogrodu, można zorganizować
hejt itp., to jednak nie zmieni faktu, że działanie seksualne poza małżeństwem, z zanegowaniem płodności (czy nawet z czynnym jej niszczeniem) jest sprzeczne z naturą człowieka, zawsze go niszczy, a także rujnuje jego szczęście doczesne i wieczne. Dzieje się to w skali osobistej, rodzinnej, społecznej, narodowej, światowej. Faktem jest, że upadek wszystkich wielkich cywilizacji poprzedzała rozwiązłość seksualna. Dzisiejsza Europa wyraźnie do tego zmierza. Uratować może ją tylko powrót do czystości, świętości małżeństw, powrót do Boga i Jego łask.
Ślub wierności dotyczy nie tylko wyłączności seksualnej, lecz całego życia i wszystkich jego sfer
Siostra Łucja z Fatimy przekazała przesłanie Maryi, że ostateczna bitwa między Bogiem i szatanem rozegra się o rodzinę. Jesteśmy jej uczestnikami. Każda wygrana bitwa o własną rodzinę ma wpływ na ocalenie świata. Papież Benedykt XVI na zakończenie Kongresu Małżeństw w Meksyku w styczniu 2009 r. powiedział: „Najważniejsze, co katolik może dać światu, to osobista świętość”.
W miłości prawdziwej dobro umiłowanej osoby jest ważniejsze od dobra osoby, która miłuje
Podsumowując, zachowanie uczciwości małżeńskiej rozumianej najgłębiej gwarantuje budowanie małżeństwa według najlepszego pomysłu, pochodzącego od samego Stwórcy. Gwarantuje pełnię szczęścia w życiu małżeńskim i rodzinnym oraz przyczyni się do ratowania świata. Tego wszystkim czytelnikom (i sobie) szczerze życzę.
Jacek Pulikowski